Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby nieruchomości na mapie
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Urodziny Harrego

menu

  1. Strona Główna
  2. Dodaj do Ulubionych

księga gości

  1. Ksiega Gości
  2. Dodaj do Księgi

Mój profil

mój avatar

archiwum

    2007
    Maj

linki

ulubieni

Licznik odwiedzin

Zajrzało tutaj już 8737 osób

Powered by blog 4u

wwww



Urodziny Harrego

Co Harry naprawdę czuje do Ginny? Jak skończy się jego romans z Hermioną? Jak zachowa się Ron? Co się stanie gdy Harry osiągnie pełnoletność? I w kim zakocha się Dudley? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedz w tym opowiadaniu.

Harry leżał na łóżku(właściwie to sobie walił konia, bo już przyzwyczaił się do częstego bzykania Ginny czego mu teraz bardzo brakowało). Gasły latarnie na Privet Drive(latarnice już po pracy, alfonsi liczą zyski), była 4 rano. Usłyszał stukanie w szybę. Szybko zerwał się z łóżka. Ujrzał Świstoświnkę. Tak długo czekał na odpowiedź. Szybko otworzył okno i odwiązał sówce list. Ona natychmiast wyfrunęła. Drżącymi rękami rozerwał kopertę. Jego oczy omiatały pergamin z wyrazem żalu i niedowierzania.
Drogi Harry!
Długo nad tym myślałam i uznałam, że pojadę z ojcem. Bardzo mi na tym zależy. Zdecydowałam się w ostatniej chwili i wyjeżdżam za dwa dni. W tej sytuacji nie będziemy się mogli spotkać aż do 30 sierpnia. W związku z tym nie będę na twoich siedemnastych urodzinach. Teraz, tydzień po ślubie Fleur i Billa, coraz bardziej za tobą tęsknie. Wybacz.
Twoja Ginny

Jak ona mogła mi to zrobić?- pomyślał.- Bardziej jej zależy na głupim wyjeździe niż na mnie? A na weselu tylko napomknęła coś że minister zaproponował jej ojcu wyjazd do Bułgarii w celu poszerzania kontaktów międzynarodowych przez Biuro Wykrywania i Konfiskaty Fałszywych Zaklęć Obronnych i Środków Ochrony Osobistej. Nie będzie jej na moich urodzinach, to dla mnie bardzo ważne wydarzenie. Za 2 dni będę pełnoletnim czarodziejem. Wtedy Voldemort będzie mógł mnie znaleźć. Będę się musiał z nim zmierzyć, prędzej czy później. Możemy się już nigdy nie spotkać z Ginny. A może jej nie zależy już na mnie? Może pojawił się ktoś inny? Tak jak ostatnio. Ale co Wiktor Krum może mieć wspólnego z tym wyjazdem?

* * *
Harry jadł śniadanie w kuchni razem z Dursleyami i wysłuchiwał przed ich wyjazdem nudnego zrzędzenia.
-... i pamiętaj nie dotykaj też wieży i telewizora ... w ogóle niczego nie dotykaj a jak wrócimy to ma cię tu już nie być. Po siedemnastych urodzinach zgodnie z umową- wuj Vernon zwracał się do Harrego.
-Ta jasne z przyjemnością...
-I jeszcze mi tu pyskuje...- Harry wstał z miejsca i wyszedł. Nie chciał im czegoś zrobić przez „przypadek”.
Z salonu usłyszał pożegnanie ciotki Petunii z Dudleyem.
-A jak ON będzie chciał ci coś TYM zrobić to Dziudziaczku zaraz dzwoń do mamusi, dobrze?
-Tak mamo, nic mi nie będzie..
-Nasz syn umie się bronić... – wtrącił się Vernon
-Pa Dziudziaczku!!

* * *
-I co? Nadal masz zamiar zapraszać tu tych dziwolągów?
-Spierdalaj, co cię obchodzi?
-To mój dom i będę tu robił co chcę a od kiedy ty przeklinasz?
-Jestem kurwa wolnym człowiekiem jasne? I będę mówił co mi się podoba, a ty możesz mi najwyżej obciągnąć
-Nieźle cię uczą w tej twojej szkole...- w tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi. Dudley wyjrzał przez okno.
-Ja pierdole ale laska- Harry też wyjrzał i zobaczył.... Hermionę. Wyglądała inaczej w mugolskich ciuchach. W głębi duszy musiał przyznać że wyglądała bardzo pociągająco w tej skąpej bluzeczce. Poszedł do drzwi jej otworzyć.- Znasz ją?- zapytał Dudley.
-Znam, nie twoja sprawa. A teraz spierdalaj stąd.
-Nie będziesz mi rozkazywać. I tak miałem iść do Paris...(jeśli się dziwicie czemu Dudley tak łatwo ustępuje to wtrącę, że Harry od roku bierze sterydy)
-I zachowuj się w jej obecności przyzwoicie..
-Ona jest z twojej szkoły? To twoja dziewczyna?
-Powiedziałem spierdalaj stąd.- Harry otworzył drzwi. Dudley wyszedł gapiąc się na Hermionę i przechodząc obok niej bez słowa. Ona też go zignorowała.
-Cześć Harry!- powiedziała z promiennym uśmiechem i rzuciła mu się na szyję- jak dobrze cię widzieć!
-Witaj- odpowiedział zdezorientowany bo poczuł słodki kuszący zapach. Natychmiast przypomniał sobie ich pocałunek na weselu, wiedział, że postąpili źle, nie byli trzeźwi nie myśleli rozsądnie, Jednak mimo wszystko, nie żałował tego. Nie mógł żałować. Pomyślał o Ginny, poczuł żal, żadnych wyrzutów sumienia. Kiedy patrzył w te roześmiane pełne życia brązowe oczy Hermiony uświadomił sobie, że gdy
pojawiła się w jego życiu Ginny, rzadko przebywał z Hermioną, rzadko rozmawiał. Chyba mu bardzo tego brakowało, choć nie zdawał sobie z tego sprawy. Do tej pory była jego przyjaciółką, kim Ginny nigdy do końca nie mogła zostać. Z Hermioną przeżył więcej. Narażali dla siebie życie, pomagała mu od kiedy się poznali Jednak czuł, że może się to przerodzić w coś więcej, przyjaźń przerodzona w miłość? Oparta na niej? W tym momencie pomyślał o Ronie. Nie mógł mu tego zrobić. Nigdy nie zaryzykował by ich przyjaźni i związku z Ginny...
-Co ci jest? Dziwnie wyglądasz - powiedziała gdy go puściła.
-Nie mogłem spać w nocy... wejdź to ci opowiem- weszli do kuchni. Hermiona usiadła.
-Chcesz coś do picia?
-Nie dzięki... no to mów co się stało...
-Chodzi o Ginny...
-Rozumiem... jeśli o ten pocałunek to zapomnijmy o tym. To było głupie i dziecinne. Wkurwiłam się na Rona i tę zdzirę Gabrielle. Po pijaku można zrobić coś czego się będzie bardzo żałować...
-Hermiono ja tego nie żałuję- postanowił jej wyznać, przez chwile zauważył na jej twarzy lekki uśmiech- Chodzi mi o coś zupełnie innego. Ginny jedzie do Bułgarii napisała mi list, nie będzie jej do końca wakacji. Zobaczymy się dopiero w szkole. Zdecydowała się w ostatniej chwili nie wiem co jej odbiło...
-Ja wiem. Wiktor chciał jechać z panem Weasleyem i okazało się to możliwe.
-Co? Z jakiej racji?
-Powiedział, że zna tam wielu znaczących ludzi. Gadali na weselu razem z Ministrem. Powiedział, że to świetny pomysł i że takie kontakty przydadzą się w trudnych czasach, a Wiktor może je pomóc nawiązać panu Weasleyowi.
-Co ona w nim widzi? To ma być zdrada? Ten pierdolony Krum, specjalnie chciał tam jechać, bo miał nadzieję, że Pan Weasley zabierze Ginny.
-Harry, przykro mi. Mam nadzieję, że się mylę, ale wydaje mi się że to właśnie on był powodem decyzji Ginny... choć może po prostu chciała się gdzieś wyrwać, wyjechać, poznać kawałek świata...
-I co ja mam teraz zrobić?
-To kwestia tego czy jej ufasz. Może ona jest nim tylko zafascynowana, a może chodzi o coś zupełnie innego. Pokaż mi ten list.- Harry dał jej list bo trzymał go w kieszeni. Po przeczytaniu Hermiona powiedziała.
-Nie martw się Harry, z tego wynika że jej zależy na tym wyjeździe. Po prostu jej zaufaj i się tym nie przejmuj ten miesiąc szybko zleci...
-Ale ona olała moje urodziny, wiesz jakie to dla mnie ważne? Nie wiem co się stanie kiedy będę pełnoletni, owszem fajnie będzie móc używać magii kiedy się chce, ale tu chodzi o Voldemorta. On będzie mógł mnie znaleźć, próbować zabić, magiczna ochrona przestanie działać o 12.00. Boje się tego...
-Już tyle razy mu uciekłeś. Daj spokój, teraz mamy ważniejsze sprawy. Trzeba jakoś to wszystko zorganizować. Specjalnie przyjechałam dzień wcześniej.
-A Ron? Wy nadal się nie odzywacie? Pisał mi że będzie tu jutro. Nie wspomniał o tobie słowem. Nie wybaczyłaś mu jeszcze tego? Nie rozmawialiście?
-Harry on jest święcie przekonany, że nie ma mnie z co przepraszać. A ja myślę że wręcz przeciwnie. Nie odezwał się do mnie od wesela. Myślę, że to koniec naszego związku...- rozpłakała się. Harry ją przytulił.
-Nie płacz, Ron prędzej czy później zrozumie jak bardzo mu ciebie brakuje... jutro się wszystko wyjaśni, zobaczysz..- powiedział.
-Nic się nie wyjaśni. Ty nic nie rozumiesz. Gabrielle mu powiedziała, że spałam z Wiktorem Krumem jak ze sobą chodziliśmy.
-I on jej uwierzył?
-Tak, bo to prawda... Fleur zobaczyła jak wychodzimy razem z łazienki, wtedy podczas Turnieju...
-Zaskoczyłaś mnie. Trochę rozumiem Rona. Ja też bym się wkurwił na jego miejscu. Ale w końcu to było dwa lata temu. Nic cię z Ronem nie łączyło oprócz przyjaźni. Mogłaś robić co chciałaś...
-Do niego nie dociera, że to było dawno temu. Ja go kocham, ale on mnie teraz nienawidzi. Nie wiem co robić...
-Hermiono jeśli on cię naprawdę kocha to ci wybaczy, jeśli to co was łączy to miłość, to takie przeszkody jej nie zniszczą. Ale jeśli zazdrość i to jeszcze tak bezpodstawna może ją zabić to jaki jest sens to dalej ciągnąć.(ja normalnie mam talent, marnuję się w tej dziurze...)
-Może masz racje, jeśli mnie kocha to jakoś to będzie. Niepotrzebnie się rozkleiłam.
-To co idziemy na zakupy? Musiałem wymienić sporo kasy na mugolskie pieniądze... a to bydło trzeba czymś nakarmić i napoić, będziemy musieli wziąć taksówkę...
-Dobra, a właściwie gdzie są twoi mugole?
-Wyjechali na wakacje. Zostawili Dudleya, bo to była ich 20 rocznica ślubu i pewnie chcieli być sami, a on w końcu ma 17 lat. Nieźle się złożyło... musiałbym robić balangę na Grimmauld Place... a tam jest strasznie ponuro.
-A co z Dudleyem? Gdzie on poszedł?
-Znika gdzieś często. Chyba boi się przebywać ze mną w jednym miejscu... często odwiedza naszą sąsiadkę. Wygląda jak barbie, pewnie jakaś kurwa nie wiem dokładnie jak się nazywa...
-Jak kurwa to pewnie Gabrielle. Oj dobra nie ważne, zbieraj się jedziemy, potem się rozpakuję.


* * *
Wieczorem tzn. ok. godz. 00.00 Harry i Hermiona zmęczeni po długich zakupach siedzieli w salonie, opróżniali barek wuja Vernona i oglądali jakiś horror(Klątwa?? Krąg??- ja wcale nie reklamuję japońskich horrorów, ale w sumie są dobre, bardzo dobre...). Leżeli na kanapie(Harry się cieszył że Ginny go teraz nie widzi bo to było bardzo dwuznaczne). Spojrzał na Hermionę. Usnęła. Kosmyki jej włosów opadały na twarz oświetloną blaskiem księżyca wpadającym do salonu przez okna. Gdyby był trzeźwy prawdopodobnie zapanowałby nad sobą, ale nie mógł się powstrzymać. Pocałował ją. Było tak jak ostatnio. Poczuł, że ta dziewczyna wiele dla niego znaczy, więcej niż przyjaciółka, którą była do chwili kiedy całowali się wtedy na weselu. Może to był po prostu źle skrywany żal wobec Ginny albo zwykłe pożądanie, ale nie potrafił tego opanować. Obudziła się, ale też nie potrafiła tego powstrzymać. Poddała się tej namiętności, która od dawna podświadomie ukrywała w swoim sercu... Co by się stało gdyby nie... Dudley.
-Yhm, yhm- natychmiast się od siebie odsunęli. Hermiona wyglądała na przestraszoną.
-Czego kurwa chcesz?
-To mój dom a ty sprowadzasz sobie tu jakieś panienki?
-Co cię to obchodzi co ja tu robię, ty możesz się kurwić z jakąś zdzirą która leci na twoją kasę? Nie wypominam ci... Hermiono idź na górę muszę to z nim załatwić raz na zawsze...
-Tylko się nie unoś wiesz co może się zdarzyć jak użyjesz...- odezwała się z niepokojem, ale wszedł jej w słowo Harry.
-Nie martw się nic mu nie zrobię... strasznego-

* * *
Następnego dnia Dudley chodził z podbitym okiem. Rano spakował swoje rzeczy, powiedział że się wyprowadza i trzasnął drzwiami. Okazało się że daleko nie zawędrował. Dotarł aż do domu swojej sąsiadki Paris Hilton(nie da ci tego ojciec nie da ci tego matka co może dać ci dzisiaj twa bliska sąsiadka). Kiedy Harry i Hermiona wstali na kacu(ja pierdole właśnie jestem w takim stanie i mam siłę uderzać w klawiaturę, często mi się mylą znaki ale to szczegół). Harry zorientował się gdzie może być Dudley i olał go, bo miał teraz ważniejsze sprawy na głowie.(ktoś tu mówi o głowie? Czy 3 ibupromy to za duża dawka naraz?) Harry postanowił na razie nie rozmawiać z Hermioną o tym co się wydarzyło w nocy.
-Masz tu jakiś kefir?- spytała grzebiąc w lodówce.
-Mam poszukaj na dole. Mieszanie brandy, ginu, whisky, szampana, martini i koniaku to chyba nie był dobry pomysł?
-Był dobry do szampana. Tyle jestem w stanie znieść, dziwię się, że nie bełtałam. Harry nie chcę aby to co miało miejsce w nocy znowu się powtórzyło. Będziemy wtedy tego bardzo żałować. To zniszczyłoby naszą przyjaźń. I nie chcę aby Ron się o tym dowiedział.
-Wtedy by mnie zabił... bardzo ci na nim zależy mimo tego co stało się na weselu...
-Sama nie wiem co czuję. Wiem co ty teraz o mnie myślisz, że chcę cię wykorzystać, żeby odegrać się na Ronie za tamto...
-To wygląda zupełnie inaczej. Jakbym ja chciał pocieszyć się z powodu wyjazdu Ginny. Głupia sytuacja i nie powinna się zdarzyć ale Hermiono ja naprawdę coś do ciebie czuję... nie potrafię tego opisać ale...- zbliżył się do niej, spojrzeli na siebie. W tym momencie ktoś zadzwonił do drzwi.
-To chyba Ron- powiedział Harry i poszedł mu otworzyć.
-Siema stary- powitał go Ron.
-Cześć!
-Jest Hermiona?
-Tak przyjechała wczoraj. A co na pewno chcesz z nią pogadać?
-No chcę. A mówiła ci coś? Chyba trochę przesadziłem.
-No i to nie trochę. Pogadaj z nią i sobie to wyjaśnijcie do wieczora bo to jest nie do zniesienia.
-Dobra już gdzie ona jest?
-W kuchni chodź...- i poszli razem do kuchni.
-Cześć Ron -powiedziała Hermiona. Ale on nic nie powiedział. Gapił się na nią. Dopiero teraz Harry się zorientował że była w majtkach i staniku.
-Jak ty wyglądasz? Czemu łazisz goła po jego domu?
-Odwala ci zupełnie? Masz fazę?- odpowiedziała.
-Ron wyluzuj jesteśmy dorośli- wtrącił Harry.
-Ale ona jest moja dziewczyną.
-Nie była bym taka pewna... czy nie jesteś teraz ze świętoszką Gabrielle?
-Ja cię z nią nie zdradziłem! Ile razy mam ci to powtarzać? Ja pierdole między nami nic nie ma!- teraz Ron wrzeszczał.
-Akurat! Widziałam jak na nią patrzyłeś...- Hermiona się rozpłakała.
-Wiecie co idę do sklepu! Trzeba kupić...ee...piwo..- powiedział Harry i wyszedł. Wolał w tym nie uczestniczyć. Wiedział że będą oczekiwali aby stanął po któregoś stronie. Wiedział czego będzie oczekiwała Hermiona... Wtedy Ron poczuł by się zdradzony(dwu znacznie zdradzony ale sam by o tym nie wiedział, że jego najlepszy kumpel ma ochotę przelecieć jego dziewczynę). W głębi serca pragnął aby się nie pogodzili, choć bał się przed sobą do tego przyznać: To dziewczyna mojego kumpla- powtarzał sobie. Ale nie zawsze musi być dziewczyną twojego kumpla- dodał cichy głosik w jego głowie.

* * *
Kiedy Harry wrócił zobaczył Rona i Hermionę całujących cię na kanapie.
-No to już się pogodziliście?- powiedział z udawanym entuzjazmem.
-No nie widać.. -powiedział Ron.
-Dosyć tego bierzemy się do pracy.- powiedziała Hermiona odklejając się od Rona.
-No właśnie. Jest tyle do zrobienia...- powiedział Harry
-To kupiłeś to piwo?
-Ciekawe jak? Nie jestem pełnoletni u mugoli trzeba mieć osiemnastkę..
-O kurwa, ale oni są pojebani- oświadczył Ron.
-No to co robimy? Chyba nie będziemy siedzieć przy herbatce?- powiedziała Hermiona.
-Mam pomysł, napiszę do Freda i Georga żeby przyjechali wcześniej. Oni mają 19
-A mają coś takiego jak dowód osobisty?- zapytał Harry.
-No nie bardzo. To chyba coś mugolskiego?- odpowiedział Ron.
-Tak Ronuś takie plastikowe coś- zażartowała Hermiona.
-Ale Fred ma mugolską dziewczynę. Jest od niego starsza. Ona może nam kupić.
-No to załatwione. Napisz do nich żeby wpadli wcześniej. Tutaj dwie ulice dalej jest monopolowy.- powiedział Harry.
-OK. Gdzie jest Hedwiga?- spytał Ron
-Na górze.

* * *
-Gdzie ty mnie prowadzisz? Ale lipa będzie... o kurwa... niedobrze mi... bełtnę ostrzegam- pierdolił Ron prowadzony przez Harrego i Hermionę po schodach na górę. Jak można się domyślić impreza się rozkręciła. Było ok. 11. Ron niestety przesadził (mieszał piwo z wódką na zmianę z różnymi drinami których nazw nie pamiętał lub nie znał w ich skład wchodziły{tequila, martini, wermut, likiery, wódki ziołowe, koniak, szkocka i dżin, porto, sherry}), tak oblewał pogodzenie się z Hermioną .Ona była z tego powodu wkurwiona. Zaprowadzili go do pokoju Harrego, jednak już tam ktoś był. Przeszkodzili Lavender Brown która przyszła z McLaggenem. Oczywiście z nim też była w tym pokoju wykorzystując łóżko Harrego do pogarszania i tak swojej zszarganej opinii o naczelnej dziwce Gryffindoru. Harry bez słowa zamknął drzwi a oni i tak tego nie zauważyli zajęci sobą.
-Chodźmy do pokoju Dudleya- powiedział Harry
-Ok. tylko jak tam ktoś będzie to się wkurwię on jest okropnie ciężki...- powiedziała. Ron już nie kontaktował i ledwo trzymał się na nogach
-To tutaj- powiedział Harry otwierając kolejne drzwi. Tym razem była to Luna i Neville.
-No kurwa czy oni powariowali?
-Cii nie przeszkadzaj im, idziemy dalej. Przeszli kawałek.
-Czemu ja mam się z nim użerać. Tylko tracę imprezę. Co jest za tymi drzwiami?
-Łazienka a co?
-Ładuj go tam. – odpowiedziała stanowczo.
Harry otworzył drzwi i zapalił światło.
-Wwalimy go do wanny i idziemy tańczyć, tak?
-A żebyś wiedział.
-Ale ja żartowałem.
-Ale ja nie.- Harry przeczuwał, że to do czegoś prowadzi wiec posłusznie wrzucił Rona do wanny. Ten się w niej ułożył i natychmiast zaczął chrapać. Wyszli stamtąd i zeszli na dół. Muzyka grała bardzo głośno.(a miał nie dotykać wieży).

* * *
-Gdzie się nauczyłeś tak tańczyć?- spytała Hermiona.
-Jak byś wypiła tyle co ja to też byś umiała tak tańczyć.
-Już jest 12.
-I co z tego? Daj z tym spokój...(jeszcze ma gadkę po pijaku, ale Voldi jeszcze nas dziś zaskoczy).- użył zaklęcia napełniając pustą butelkę(zgadnijcie czym? Wodą tak, tak). -Ale zajebiście jest móc używać magii kiedy się chce...
-Mam ochotę zrobić coś szalonego!- powiedziała dziwnym głosem.
-No chyba się najebałaś.
-Harry ja już nie mogę...
-Co niedobrze ci?
-Nie o to chodzi. Nie mogę tego wytrzymać.
-Czego? Chodzi ci o Rona?
-Nie o Rona. O to co czuję od tego wesela... do ciebie. Myślałam, że mi się wydaje, ale wczoraj.... wczoraj... Gdyby nam Dudley nie przeszkodził... - Złapała go za rękę.
-Chodźmy na górę.-zaproponował patrząc jej w oczy.
-Przednia myśl(tak naprawdę powiedziałaby świetny pomysł ale moja kumpela się usarała żeby dodać tu ten cytat z Robin Hooda).- Harry pociągnął jej rękę i poprowadził w stronę schodów. Nie przejmowali się tym że ludzie to widzą. I tak wszyscy byli ujebani, zresztą kto by podejrzewał, że Harry Potter zdradzi swoją dziewczynę i przyjaciela. Nikt, nawet oni sami, ofiary przelotnej namiętności, która dopadła ich w dla obojga tak trudnym czasie.
Harry zaprowadził ją na górę, do sypialni Vernona i Petunii. Była pusta. Gdy tylko zamknęli drzwi, zapanował nad nimi zwierzęcy instynkt(był taki film „Nagi Instynkt”... ciekawe o czym). Hermiona pierwsza go pocałowała. Położyli się na łóżku(o kurwa, ale jazdy Dursleyowie wodne mieli łóżko wiecie?). Harry zaczął rozbierać Hermionę z krótkiej niebieskiej sukienki, całując ją nie tylko w usta(cenzura)
(ostatnia uwaga dla nie zgorszonych zaistniałą sceną, którzy od samego początku uważali, że jest to opowiadanie erotyczne. Jednak jesteście w błędzie. Nasza twórczość jest ostra, po to aby się przy niej wyśmiać. Jest to absurdalna aluzja do zdemoralizowania ówczesnej młodzieży, któremu my, autorzy, również ulegliśmy. Nie mówię tu o puszczaniu się jak bohaterowie naszej opowieści, ale wszelkie używki oprócz narkotyków stosujemy. Nie da się od tego uciec. Jednak nasi bohaterowie również mają uczucia. Nie trzeba ich potępiać. Oni sami się prędzej czy później nawrócą. Jak się potem okaże raczej później niż wcześniej...)


Kiedy było po wszystkim długo leżeli bez słowa na łóżku.(chciałam tu napisać jak Hermiona mówi Harremu że jest w TYM lepszy od Rona, ale wtedy miałby zbyt dużą pewność siebie, która byłaby zgubna w tej sytuacji, bo coś ważnego wydarzy się jak wyjdą WRESZCIE z sypialni. Więc załóżmy że sobie tylko tak pomyślała.)
-Pierwszy raz zdradziłam chłopaka. I to jeszcze twojego przyjaciela. Czuję się podle.
-A ja? Szkoda gadać.. ja Ginny nie zdradziłem po raz pierwszy. Przyznam się przed tobą szczerze spałem z Romildą Vane i kilkoma mugolskimi dziewczynami (nie licząc chłopców, no co? koleś lubi eksperymenty). Nie jestem tym szlachetnym, Harrym Potterem, który zasługuje na sławę. Teraz na pewno zmienisz o mnie zdanie.
-To cię teraz zatnę. Ja spałam(nie licząc Rona) z Krumem, McLaggenem i z.... Malfoyem. To z nim się wtedy spotykałam. Teraz ty na pewno zmienisz o mnie zdanie.
-Co? Z Malfoyem? Przecież on cię nienawidzi!- wybuchnął Harry. Usiadł na łóżku. Poczuł do Malfoya ogromną nienawiść. A pomyśleć, że kilka miesięcy temu czwarty człowiek na jego liście „Wrogowie do wykończenia”(Na pierwszym Voldi na drugim Snape na trzecim Bellatriks Lastrange ), przeleciał jego najlepszą przyjaciółkę a teraz(bał się użyć tego słowa ale ja się nie boje bo jest ono odpowiednie)... a teraz jego kochankę. W tej sytuacji zazdrość była jak najbardziej odpowiednim uczuciem.
-Harry nie wkurwiaj się. Mieliśmy być wobec siebie szczerzy. Ja ci nic nie powiedziałam na Romildę, a wiesz, że jej nie lubię.
-Dobra... sory, ale przeżyłem szok. Nie wnikam w szczegóły, a to już CHYBA skończone??
-Tak. Już dawno. Teraz znowu zaplątałam się w trudny związek (z braku lepszego słowa, bo to raczej układ żeby nie znudzić się w łóżku ze swoimi obecnymi partnerami)
-Żałujesz?
-Nie. Ale musimy to utrzymać to w tajemnicy. Zniszczymy życie swoje, Rona i Ginny.
-Wiem Hermiono... masz rację, jak zwykle.- nagle pomyślał o Ginny. Co ona może teraz robić? Hermiona przytuliła się do niego, pocałował ją. (cenzura ZNOWU, bo nie chce mi się znów opisywać ich stosunku płciowego, albo raczej jak do niego doszło, ponieważ znowu komuś przyjdzie do głowy, że to opowiadanie erotyczne, a tak nie jest.)

* * *
Tymczasem Ginny... siedziała na plaży z Wiktorem Krumem. Było ciemno. Wymknęli się z hotelu. Pan Weasley spał.
-Może jeszcze wina?- spytał
-Co ty chcesz mnie upić?
-Ależ skąd ja tylko proponuję...(akurat, chcesz ja upić gnoju a potem wykorzystać)
-Jesteś bardzo piękna. Nigdy nie spotkałem dziewczyny o tak żywiołowym temperamencie. (teraz zaczyna bajer, który jest taki beznadziejny jak napój gazowany colopodobny „bajer” za 1,20zł ) Twoje oczy są...- tutaj Ginny uznała że zatopienie się we własnych myślach będzie bardziej produktywne niż słuchanie go, więc słuchać przestała...
-Dzięki ale po co te komplementy. Nic nie zyskasz... wiesz, że jestem z Harrym.
-A mam cię przekonać, że nie masz racji?
-W czym?
-W tym, że nic nie zyskam.- powiedział i pocałował ją. Ginny nie mogła mu się oprzeć. (Harry już dawno jej nie bzykał)
(aby nie pisać monotonnie cenzura napiszę że w tym momencie uprawiali seks na plaży, przy blasku księżyca. Może jestem obcesowa, ale po co macie mi wypominać, że to opowiadanie erotyczne. To, że bohaterowie współżyją ze sobą średnio 2 razy na 1 stronę tego opowiadania to nie czysty przypadek, jest to konieczne, aby podkreślić rozwiązłość dzisiejszej młodzieży. Jeśli się z tym nie zgadzacie to w mojej byłej klasie ok. 10% dziewczyn nie było dziewicami w wieku 15 lat(2 kl. Gimnazjum), 30% w wieku 16 lat(3 klasa gimnazjum) ps. Nie mieszkam w mieście a ta szkoła też nie jest w mieście. )

* * *
Ok. godziny 3.00 Harry i Hermiona zeszli na dół. Dużo ludzi leżało na podłodze, w ogródku, a McLaggen w żywopłocie się ułożył. W kuchni odbywał się seks grupowy, czyli jednym słowem sobie nie żałowali. Wszędzie leżały puste butelki po RÓŻNYCH alkoholach. Parę osób jeszcze tańczyło, jeśli wymachiwanie rękami i nogami siedząc na fotelu lub chodzenie na czworaka można nazwać tańcem. Najlepiej trzymali się Fred i jego dziewczyna, jeszcze coś w miarę chyba kontaktowali. Bo się całowali siedząc na kanapie. Potem wstali i poszli na górę.. pewnie się nie domyślacie po co.. (Harry i Hermiona przecież zwolnili najwygodniejszą sypialnię w tym domu) Usiedli na fotelu.
-Kurwa musi być coś jeszcze do picia, chyba wszystkiego nie wychlali.- powiedział Harry.- o jest- powiedział kiedy znalazł pół pełną butelkę wódki pod fotelem.
-Daj muszę się napić- napiła się z gwinta.
-Zostaw mi trochę...- powiedział Harry. W tym momencie usłyszał dzwonek do drzwi.- No kurwa jeszcze dzwonek rozjebią, będę musiał jutro to wszystko naprawiać po tym bydle...
-Ej kurwa odpierdolić się od dzwonka!- krzyknął. Dzwonek nie przestawał dzwonić. Wstał wkurwiony. Tego im nie podaruje. Gdy otworzył drzwi wmurowało go tak jak nigdy w życiu. Sparaliżowało go na widok tych zwężonych znienawidzonych źrenic. To był Lord Voldemort.
Harry odruchowo sięgnął po różdżkę.
-O fuck!- krzyknął na głos kiedy w kieszeni jej nie znalazł. Ale wtopa! Musiał ją zostawić na górze, albo mu wypadła, ale nie to jest teraz ważne. Po co się tym zajmuję, kiedy Harry po raz kolejny spotkał się dosłownie twarzą w twarz z Lordem Voldim. A więc rozpocznijmy ostatnie starcie...
-Harry Potterze, czemu przeklinasz na powitanie. Nalał byś drina spóźnionemu gościowi.- powiedział.- A bym był zapomniał, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin- wcisnął mu w ręce jakąś butelkę(Voldi ma klasę, to był dobry szampan), Harry nie kontaktował, więc ten sam wszedł do środka.
-Ja pierdolę!- krzyknęła Hermiona na jego widok, była już ujebana i nie zdawała sobie sprawy co robi.
-Dlaczego wy młodzi zawsze na mój widok mówicie kurwa albo ja pierdolę? To ma być wychowanie? Zresztą w tych czasach w ogóle nie ma słowa kultura... Jakiś młody człowiek śpi w żywopłocie wiecie?
-Czego chcesz?- spytał Harry bo odzyskał głos.
-Powiedzieć ci prawdę o tym jak to było z twoimi rodzicami...
-Wiem jak było naprawdę. Zabiłeś ich z zimną krwią. A potem chciałeś zabić mnie.
-Och Harry, teraz dowiesz się całej prawdy. Całej..- powtórzył i usiadł obok Hermiony. Wyczarował trzy kieliszki, wziął od Harrego szampana i rozlał.
-To jakaś kolejna sztuczka żeby mnie zabić?
-Siadaj i mnie wysłuchaj. To ja mam różdżkę nie ty... wypadła ci kiedy...- użył legimencji aby się tego dowiedzieć i go zatkało- ... no cóż za moich czasów to było nie do pomyślenia...- spojrzał na Hermionę-... no proszę z dziewczyną swojego kumpla... Ten szlachetny Harry Potter prawdziwy Gryfon... bardziej pasowałbyś do mojego domu do Slytherinu... ale mniejsza o twoje życie seksualne. Masz zamiar usiąść czy mam cię zmusić?- Harry usiadł bez słowa, jak chce go zabić to słuchając go przynajmniej przedłuża swoje życie.
-No więc w noc, w którą miałem zabić twoich rodziców poszedłem do nich do domu. Pogodziliśmy się i twój stary postawił flaszkę. Potem drugą i tak dalej. Twoja matka też z nami piła. Wspominali stare czasy. Zaczęli się kłócić... nie pamiętam dokładnie... chyba to było na temat Syriusz Blacka. Twoja matka przyznała się że zdradziła z nim twojego ojca, kiedy byli jeszcze w szkole...
-Pojebało cię? Co to pierdolisz? To był jego najlepszy przyjaciel!- powiedział Harry. Hermiona spojrzała na niego. Dotarło do niego, że on zrobił niedawno to samo. Nawet nie mógł być zły na Syriusza, mógł być najwyżej zły na siebie. Zresztą czemu on mu wierzy? Przecież to jego wróg.
-Przychodzisz sobie tutaj i opowiadasz jakieś bajeczki o moich starych i Syriuszu? Myślisz, że ci uwierzę? To podstęp? Chcesz, abym umarł myśląc źle o mojej matce i ojcu chrzestnym, których ty zabiłeś?
-Blacka zabiła Bella...
-Ale na twój rozkaz. Ty chciałeś śmierci wszystkich na których mi zależało. Przez ciebie nie żyje nawet Dumbledore... -głos ugrzązł mu w gardle, poczuł ogromną nienawiść do Snapa...- no dalej! Kończ swoją bajeczkę jestem ciekaw co jeszcze wymyśliłeś. A co może to mój ojciec zabił matkę a ty byłeś tylko niewinnym świadkiem?!
-Nie! Twój ojciec dostał szału, zresztą nie panował nad sobą bo był pijany. Rzucił się na twoją matkę... nie wiedziałem co robić ona się broniła. Przesadziłem z zaklęciem. Wyrzuciło go przez ścianę z taka siłą... Przedtem miotał zaklęciami na wszystkie strony. Trafiło twoją matkę. Oboje nie żyli. Zostałeś tylko ty. Owszem chciałem cię zabić. Tak kazała przepowiednia, ale tylko ciebie. Twoich starych nie zabiłem... Wiem, że to brzmi nieprawdopodobnie. Co mam zrobić żebyś mi uwierzył?
-Zabij Snapa i Bellatriks Lastrange...
-Bella już nie żyje...
-Kto to zrobił? Ty?
-Narcyza Malfoy...
-Dlaczego?- tym razem odezwała się Hermiona.
-Bellatriks chciała torturować jej syna Draco..
-Nic mu się nie stało?- spytała zszokowana. Voldi dziwnie na nią spojrzał... Wiedział od dawna, że byli razem...
-Bellatriks chciała poznać pewne informacje... na moje zlecenie... Draco pod groźbą śmierci nie powiedział jej żadnej tajemnicy, której dowiedział się od ciebie panno Granger... chciała go torturować, gdy on zamknął swój umysł i jej legimencja była bezużyteczna... wtedy znalazła ich Narcyza. Zabiła ją bez wahania... Kochała swego syna ponad wszystko...
-Ale czy on...- powiedziała Hermiona przerażonym głosem.
-Nie nadawał się na śmierciożercę... rządziły nim emocje... – tu Hermiona zaczęła płakać- nie panikuj... pozwoliłem mu odejść. Jeszcze przed tym jak odesłałem wszystkich... On jest inny niż jego ojciec. On ma charakter(no właśnie charakter to jego największy problem) nie to co ta chciwa wyzęta szmata Lucjusz... sprzedałby każdego... nawet MNIE...
-No dobrze Bellatriks nie żyje i nie ukrywam, że mi lepiej- powiedział Harry- ale co ze Snapem?
-Mogę ci dać jego głowę na tacy... nawet jeszcze żywą. Ale może twoje zdanie o nim się zmieni...
-O tym mordercy! Nigdy!
-Tej nocy będziesz miał jeszcze dwóch spóźnionych gości. Wszystko się wyjaśni kiedy przyjdą... ale chyba się spóźniają...
-O czym ty mówisz?
-Nienawidzę tej waszej niecierpliwości. Młodzi ludzie zawsze uważają że to czego oni chcą jest najważniejsze na świecie i zasługuje na natychmiastowe spełnienie.. tymczasem może napijmy się szampana... mam niewybredny gust jeśli chodzi o tak wyrafinowane trunki...- Hermiona się napiła. Uspokoiła się od momentu kiedy rozmawiali o Malfoyu. Harry poczuł się dziwnie zaniepokojony tak gwałtowną reakcją.
-Głowę na tacy to znaczy, że zabiłbyś Snapa?- spytała Hermiona.
-Zabijanie już mnie nie kręci. Teraz wykreowałem siebie na mugolskiego prezydenta. Na początku zastanawiałem się jaką ksywkę wybrać Busz(bo to nie prawda, ze Busz nie lubi Hoop Coli to „z” to po to aby nie ponosić konsekwencji za to co piszę, bo zacznie mnie ścigać CIA) czy Putin, ale zdecydowałem się na Busza.- w tym momencie machnął różdżką i wyglądał jak prezydent USA- Wiecie jak fajnie jest pod pretekstem działań pokojowych kraść ropę i jeszcze inne kraje włażą mi do dupy bo mam bombę atomową, to takie coś co zabija dużo mugoli a oni się tego cholernie boją...
Jego wyznania przerwał dzwonek do drzwi. Harry poszedł otworzyć z myślą, że nic dziś go już nie zaskoczy. Jednak się mylił. W drzwiach stał Snape. Przywitał Harrego pogardliwym spojrzeniem. Był z kimś jeszcze, jednak ten człowiek był w pelerynie z kapturem, która zakrywała mu twarz. Snape wszedł do środka jego oczy omiotły delikatnie mówiąc nieporządek, oraz osoby w „różnym” stanie będące na tej imprezie. Tajemniczy przybysz wszedł za nim.
-Czy to McLaggen śpi w żywopłocie? Właśnie ci obżygał trawnik Potter... ach Czarny Pan... witaj...- powiedział Snape gdy ujrzał Voldiego.
-Mówiłem ci Snape nie nazywaj mnie już tak jestem Tom Riddle dla przyjaciół a dla reszty czyli mugoli George W(czyt. dablju) Busz (czyli Grzegorz Debil Busz).
-Oczywiście...Chyba sobie uciąłeś już pogawędkę z Potterem... A cóż to? Święta trójca się rozpadła... Potter ,Granger, a gdzież jest Weasley?- tu użył legimencji na Harrym bo Hermiona już potrafiła się mu przeciwstawić- No nie... To że twój przyjaciel się ujebał nie było powodem żebyś przeleciał jego dziewczynę Potter...- powiedział sącząc każde słowo jak nietoperz wbijający kły w ciało ofiary.
-Nic ci kurwa do tego! – powiedział Harry. Teraz nienawidził go całym swym sercem. Pragnął się na niego rzucić, zaczął się zbliżać do Snapa, który patrzył na niego ze źle skrywaną satysfakcją...
-Dość!- powiedział czyjś głos. Harremu wydawało się, że zna go bardzo dobrze. Był to głos tajemniczej postaci, której dotąd nie zauważał. Nie mógł w to uwierzyć... spojrzał na przybysza. Nie miał już peleryny. Za to można było obejrzeć w całej okazałości długa srebrną brodę i okulary połówki. Harry po raz kolejny doznał szoku, nie mógł się poruszyć z wrażenia. Ten człowiek wyglądał zupełnie jak Dumbledore. Hermiona stała tak samo wmurowana jak on.
-Dość tego Severusie! Przestań ich dręczyć! Nie po to tu jesteśmy.- spojrzał na Harrego i Hermionę- Witaj Harry, panno Granger...i ty Tom...
-Ale jak? Jak? Przecież pan nie żyje...-powiedział Harry.
-Jednak stoję tu przed tobą... to była jedna wielka parodia(Ma rację). Moja śmierć, pogrzeb, wszystko po to aby pomóc ci zniszczyć Lorda Voldemorta...
-Ale ja widziałem pana nieżywego tam pod wieżą... wszyscy widzieli jak to możliwe?
-Przy małej pomocy Horacego i Severusa udało mi się to upozorować... miałem plan... ale teraz okazał się on bezużyteczny. Dogadaliśmy się z Tomem. Już po wszystkim Harry. Od tej pory twoje życie będzie normalne. Przeszedłeś okropne rzeczy przez ostatnie kilka lat. Straciłeś rodziców, Syriusza... Ale teraz jesteś już dorosły. Możesz zrobić co zechcesz ze swoim życiem. Po tym koszmarze zostanie ci tylko blizna...(kończę słowem „blizna” ponieważ mam nadzieję że to będzie ostatnie zdanie 7 cz. hp...)

* * *
-Po tym wszystkim martwi mnie tylko jedna rzecz.
-Jaka?
-Czy ty kochasz Malfoya? Tak zareagowałaś na myśl, że coś mu się stało jakby był ci bardzo bliski...
-Harry ja już się z tego wyleczyłam. Nie kocham go, gdyby tak było nie mogłabym być z Ronem, a dzisiaj... z tobą.
-To znaczy, że ty... wiesz w jakiej jestem sytuacji. Mamy z Ginny kryzys, ale ja ją nadal kocham...
-Ja też kocham Rona mimo tego co wydarzyło się ostatnio.. Nie wiem Harry co do ciebie czuję ale to jest bardzo silne... poczekajmy i zobaczmy jak to się dalej potoczy... nie mów nic Ginny i Ronowi. Przy nich zachowujmy się tak jak dawniej...
-Masz rację to najlepsze wyjście. Chodźmy obudzić Rona już siódma. Może się tam utopił..
-Dobra a potem pójdziemy spać bo padam z nóg po tych wszystkich przeżyciach... już chyba zaczynam mieć kaca- powiedziała Hermiona.
Jednak do łazienki nie dotarli bo po drodze „wstąpili” do pokoju Harrego. Nie muszę wyjaśniać po co. Więc jednak to nie było chwilowe zauroczenie. Cóż zobaczymy co z tego wyjdzie...

* * *
-Hermiona mi właśnie powiedziała co było w nocy. Ale mnie ominęło. Masz coś na kaca?
-Co? A no rzeczywiście, ale były jazdy. Teraz już mi lepiej. Już po wszystkim. To niesamowite, czeka mnie normalne życie. Zaliczę owutemy, potem zostanę aurorem jak mi się uda... O kurwa, do tej pory myślałem tylko o Voldemorcie, o moich rodzicach, o przeszłości. Teraz mam przed sobą przyszłość...
-Dobra nie pierdol daj mi kurwa jakieś piwo bo zaraz cię jebnę...
-Masz. Zalałeś się wczoraj ja pierdolę... Hermiona się wkurwiła...
-No właśnie... czepiała się mnie o to... już nie można się spokojnie ujebać...
-Wiesz jakie są dziewczyny... martwiła się o ciebie...
-No nie wiem, słyszałem od Freda, że nieźle się beze mnie bawiliście...
-No co ja byłem sam, ona też...
-Ale on mówił, że jakoś dziwnie się zachowywaliście...
-Stary, ona jest tylko moją przyjaciółką. Niezła z niej dupa, ale to nie znaczy, że mam ci odbijać dziewczynę. Wyluzuj...
-Nieważne, zapomnij o tym...
-Już zapomniałem.

* * *
Z pamiętnika Hermiony
1 sierpnia (dzień po imprezie)
Dzisiaj musieliśmy wszystko sprzątać bo jutro wracają mugole. Strasznie się czułam na kacu. Nie bardzo się napracowaliśmy bo używaliśmy czarów. Starty było ogromne, trawnik był tak obrzygany, że wypaliło dziury. Harry wyprowadza się na resztę wakacji do Nory. Ja też oczywiście. Ron powiedział, że bardzo się za mną stęsknił i już dłużej nie może beze mnie wytrzymać. Ciekawe jak się będziemy ukrywać przed panią Weasley. Chyba mu powiem, że pod dachem jego rodziców nie będziemy tego robić.(już to widzę) To byłoby nie fer. A jak zrobi się podejrzliwy? Nie mogę z tym skończyć. Nie mogę powiedzieć Ronowi, wtedy ich przyjaźń i nasz związek skończyłby się na zawsze. Nie wiem jak spojrzę w oczy Ginny. Na szczęście jej tam nie będzie. To okropne. I jeszcze tak się przestraszyłam na tę wzmiankę Voldiego o Draco. On chyba mnie naprawdę kochał skoro nie chciał nic powiedzieć Bellatriks. Ja nie jestem normalna. Kochać trzech chłopaków jednocześnie. To chore. Powinnam zostać zakonnica, nie krzywdziłabym tylu ludzi. To wszystko moja wina...
(Przynajmniej ma wyrzuty...)


* * *
Ostatnie wydarzenia nie dawały Hermionie spokoju. Postanowiła wysłać do Draco list i opisała mu wszystko co się tam wydarzyło.(oprócz tego, że przespała się z Harrym). W tych okolicznościach to bardzo prawdopodobne, aby znowu byli razem... a dawne uczucie odżyło.
Kochany Draco!
Musze ci coś wyznać moje stare uczucie ostatnio odżyło. W te ostatnie dni wydarzyło się coś bardzo dziwnego. Sam-Wiesz-Kto odwiedził Harrego na urodzinach.(tu w skrócie opisała co się wydarzyło)
W związku z tym, ze zagrożenia, które było powodem naszego rozstania, już nie ma. Chciała bym cię zapytać czy może będziemy razem? Bardzo mi na tym zależy ponieważ wiem że nie tylko ja czułam coś niezwykłego ale też i ty. Pomyślałam że teraz w szkole możemy otwarcie pokazywać nasze uczucia. * * *
Tego wieczoru trójka przyjaciół siedziała tak jak dawniej, razem, przy piwie dyskutując o wydarzeniach ostatniego wieczoru. Jutro mieli jechać do Nory na resztę wakacji. Nikt, patrzący z boku nie zorientowałby się jakie ukrywają tajemnice. Ron nie wiedział o tym co wydarzyło się wczoraj w nocy. Nic nie podejrzewał... za bardzo im ufał. Jednak sam też coś ukrywał. I tylko dwie osoby wiedziały co. On i Gabrielle Delacur...









harry-potter-wakacie 7/05/2007 15:15:02 [Powrót] Komentuj